poniedziałek, 10 marca 2014

Rozdział 3


Wstałem chyba bardzo wcześnie, bo obudziło mnie ostre światło słoneczne padające mi prosto na twarz - Okno na wprost łóżka… gratuluję pomysłu! - Spojrzałem na zegarek, aaa… wcale nie było tak wcześnie, krótka wskazówka wskazywała cyfrę 8, krótka natomiast była pomiędzy 8, a 9. Podnosząc się do pozycji siedzącej i przeciągając się usłyszałem ciche stukanie z kuchni - Co on tam robi o tej porze? - pomyślałem. Słysząc zbliżającego się do mojego pokoju, a właściwie pokoju Taylor, Mike’a , szybko przetarłem dłońmi twarz, żeby nie wyglądać jak zombie jak tu wejdzie.
- O Chester, nie śpisz już? - powiedział tak smutno i zrezygnowanie trzymając w rękach tackę, na której stał talerz pełen kanapek z sałatą i pomidorem, kilka grzanek z miodem oraz dwie kawy. - A ja chciałem ci zrobić niespodziankę i przynieść śniadanie do łóżka. - zaśmiał się z samego siebie siadając na rogu mojego posłania, z którego próbuję się nieprzytomnie zwlec… chyba zrozumiał jak dziwnie to zabrzmiało, ja również zacząłem się śmiać.
- Przed chwilą wstałem. - odrzekłem uśmiechając się do przyjaciela i sięgając po kubek z kawą. Jejku… dlaczego Mike przynosi mi śniadanie do łóżka? To jest co najmniej dziwne! Oby się tylko nie okazało, że gadałem coś przez sen, a on to słyszał, bo nawet nie pamiętam co mi się śniło, a jeśli coś o nim, o tym, że… no… Cholera, Chester, ogarnij się!!!
- Idź do mojej szafy i wybierz sobie jakieś ciuchy, bo przecież nie będziesz cały czas w jednym T-shirt’cie chodzić nie? - powiedział Mike z pełnymi ustami wskazując na szafę pełną luźnych koszulek.
- Dzięki stary! - powiedziałem podchodząc z entuzjazmem do szafy i wybierając jedną z nich założyłem na siebie. – Zaraz, co? Powiedziałem do Mike’a ,,stary’’? -spojrzałem się na niego ostrożnym wzrokiem jakbym wiedział, że będzie miał o to do mnie wyrzuty. Nigdy tak do niego nie powiedziałem, ale w końcu nic się chyba nie stało, ja już nie wiem jak do niego mówić, jeszcze z faktem, że się w nim zakochałem – Chester debilu! – uderzyłem otwartą dłonią o czoło, a siedzący na łóżku Mike omal nie zakrztusił się gorącą kawą.
- Jezu sory Mike, nie wiem co mi odbiło. – powiedziałem spokojnie patrząc na śmiejącego się przyjaciela, który zmierzał w moją stronę.
- Nie no spoko Chazzy, wiem, że przez jakiś czas możesz się teraz dziwnie zachowywać i może być ci ciężko. – mówiąc te słowa Mike przytulił mnie delikatnie, po przyjacielsku, a ja stałem jak kołek i nawet nie ruszyłem rąk, aby odwzajemnić uścisk.
- Właśnie nic nie wiesz Mike, nie wiesz jak się TERAZ czuję, co czuję! – powiedziałem smutno patrząc w podłogę, bo przecież nie spojrzę mu teraz w oczy.
- Jak to? O co ci chodzi? – zapytał zdziwiony Mike odsuwając się ode mnie o krok i spoglądając na mnie z lekkiego ukosa zrobił trochę przerażoną minę. – Powiedzieć mu to teraz? I co ja zrobię? – nie odpowiedziałem nic, tylko pośpiesznie ubrałem się i wyszedłem na korytarz po buty i kurtkę. – Chester czekaj, gdzie idziesz? – chłopak złapał mnie za ramie próbując zatrzymać, jednak ja musiałem wyjść na jakiś czas. Chwilowo spojrzałem na niego, Mike patrzył mi w prosto w oczy, te jego głębokie oczy, miał w nich łzy… ale czemu? straciłem na chwilę równowagę i upadłem, podparłem łokcia o kolano i siedziałem tak nawet nie próbując się podnieść. Obok mnie kucał mój przyjaciel, którego pewnie zaraz stracę… Ok, jak nie teraz to kiedy?
- Mike… Bo ja cię kocham… - wyszeptałem, a łzy spłynęły mi po policzku, spojrzałem tylko w jego zdziwione oczy i natychmiast się podniosłem pośpiesznie wychodząc z mieszkania. Byłem w szoku, kompletnie nie wiem dlaczego mu to powiedziałem właśnie teraz, nawet nie wiem jaka była jego reakcja na te słowa, bo stchórzyłem i wybiegłem z mieszkania! 

                        ~ 10 minut później~
Siedzę na schodach z zapaloną fajką przed klatką schodową w budynku, w którym mieszka Shinoda , co jakiś czas na spodnie kapią mi moje łzy…  Nagle zaraz za mną gwałtownie otwierają się ciężkie drzwi.
- Chester! – to był Mike, pewnie chciał ruszyć za mną zaraz po tym jak wyszedłem, ale musiał przeżyć szok… no i się pozbierać.
- Nie Mike, nie musisz nic mówić, wiem, że mnie teraz znienawidzisz. – powiedziałem smutno do zdyszanego chłopaka, który wydawał się być niezmiernie szczęśliwy. Zgasiłem papierosa i wstałem nie patrząc na niego. Po chwili okazało się, że stał tuż nade mną, a gdy się podniosłem nasze twarze dzieliły 4 cm a spojrzenia skrzyżowały się jak nigdy dotąd…
- Ależ Chaz to nie prawda! Wiesz jak mi ulżyło jak usłyszałem te słowa?! – powiedział chłopak z takim entuzjazmem jakby zaraz miał mi się rzucić w ramiona, był tak bardzo szczęśliwy, no i te radosne, Mike’owe oczka, on jest takie przecudny! Podniosłem brwi nie wiedząc do końca co mają znaczyć te słowa, ale chyba Mike zaraził mnie tą radością, bo od razu się uśmiechnąłem. – Ja miłość do ciebie ukrywam od ponad pół roku, bałem się ci to powiedzieć, bo co mógłbyś sobie pomyśleć? Ja taki zdechlak z takim seksownym i świetnie zbudowanym facetem? – powiedział na jednym oddechu trzymając  mnie mocno za ramiona, a ja zdezorientowany stałem przed nim z szeroko otwartymi oczami nie wierząc własnym uszom. – To znaczy, że Mike też mnie kocha, że jest dla nas jakaś szansa? Nie wierzę! – W głębi duszy skakałem ze szczęścia i cieszyłem się jak dzieciak, może było to widać tylko po moich oczach, ale reszta ciała była kompletnie nieruchoma. Po chwili Mikey rzucił mi się naszyję i mocno mnie przytulił wypowiadając czułe i szczere słowa – Kocham cię Chester…
- Też cię kocham Mikey.
– z chęcią odwzajemniłem uścisk. Staliśmy tak z 2 minuty, po czym stwierdziliśmy, że pora wracać do domu, chłopak odkleił się ode mnie i z wielkim uśmiechem na twarzy  wyciągnął do mnie rękę, bez zastanowienia złapałem go za dłoń i ruszyliśmy schodami na górę, do mieszkania.
- Wcale nie jesteś zdechlakiem Mike. – powiedziałem czekając aż on otworzy drzwi i splatając ręce na piersi i opierając się o ścianę obok drzwi zachichotałem spoglądając na niego.
- W porównaniu do ciebie… oj jestem. – również się zaśmiał przepuszczając mnie w drzwiach.
- Nie prawda, dla mnie jesteś idealny. A na prawdę uważasz, że jestem seksowny? – zapytałem używając zmysłowego tonu i podchodząc od tyłu do chłopaka stojącego przy blacie w kuchni, złapałem do w pasie przytulając się do niego. Mike natychmiastowo się do mnie odwrócił i delikatnie się odchylił do tyłu opierając się rękami o blat, a ja nachylając się nad nim czekałem na odpowiedź…
- Seksowny to mało powiedziane kochanie… - uśmiechnął się cwanie po czym wyprostował się i pocałował mnie w policzek. – Co ten Mikey? Normalnie jak nie on… ale nie narzekam – byłem wręcz w niebo wzięty zaistniałą sytuacją, no ale nie mogłem dać tego po sobie poznać. Wybuchnąłem śmiechem po czym złączyliśmy się czołami. – Długo czekałem na taką chwilę… Kocham cie. – odrzekł Mikey łapiąc mnie za ręce nie odrywając swojego czoła od mojego. -Taki poranek to mi się podoba.
 
                                                                                                             Coś mi tu nie gra, nie podoba mi się ten rozdział ;-;
                                                                                                                                      akcja za szybko się rozwija, jest beznadziejny 
                                                                                                                                                             nie umiem pisać opowiadań XD

czwartek, 27 lutego 2014

Rozdział 2


 - Dawno u ciebie nie byłem. - powiedziałem wieszając kurtkę na wieszak w przedpokoju przyjaciela, który zgodził się przygarnąć mnie do siebie po fakcie, że straciłem mój dom w płomieniach... Jestem przygnębiony, nie wiem co z sobą zrobić, co by teraz ze mną było gdyby nie Mike?! - Wspaniały z niego człowiek - pomyślałem spoglądając na przyjaciela.
- Faktycznie dawno.. aż dziwne. - odparł po chwili z lekkim zdziwieniem - Przecież kiedyś tak często się u mnie widywaliśmy, to na próbach, to na jakimś filmie czy coś. - w jego oczach zawitał tak jakby smutek, spuścił wzrok na ziemię jakby chciał ukryć niepotrzebne łzy. - Nie Chaz, nie myśl już o smutku! Dość się dziś nacierpiałeś! - przetarłem dłońmi twarz po czym podszedłem do Mike'a.
- Proszę cię Mikey, przecież nic się nie stało, teraz będziemy mieć dla siebie dużo czasu... nadrobimy straty. - pocieszałem go tymi czułymi słowami unosząc mu głowę do góry. - co za menda! Wcale nie płakał! na dodatek śmieje się ze mnie bezczelnie! Odszedłem krok do tyłu.
- Co cię tak śmieszy? - odparłem unosząc jedną brew ku górze, robiąc zdziwioną minę, widząc jak chłopak niemal dusi się ze śmiechu.
- Hahahaha! - zaśmiał się.
- Ja na prawdę nie wiem o co ci chodzi. - powiedziałem z sztuczną powagą, bo trudno zachować się poważnie w sytuacji, w której wasz przyjaciel śmieje się jak debil, podczas gdy wy nie wiecie o co mu chodzi.
- To... To zabrzmiało jakbyśmy byli parą! - wykrzyczał przez łzy, po czym zaczął znowu nieopanowanie się śmiać. Nie wiem czemu, ale trochę mnie to zabolało...
- Daj już spokój, przestań się śmiać! - powiedziałem stanowczo wchodząc w głąb mieszkania przyjaciela. Na lewo od przedpokoju znajdowała się otwarta na salon niewielka kuchnia, do której właśnie zmierzałem. W salonie zaś na środku znajdował się fioletowy, puchaty dywan, a którym stała biała, skórzana kanapa. Na przeciwko siedzenia stał szklany stolik do kawy, pod którym na półeczce leżało kilka czasopism. Jak to w salonie nie mogło zabraknąć telewizora... Olbrzymia pięćdziesięcio calowa plazma wisiała na ścianie przed kanapą, a tuż pod nią stała malutka, biała komoda z jakimiś sprzętami Shinody. Nie dało się jednak zauważyć tego, że w porównaniu z moim domem... a zaraz... przecież ja nie mam już domu. Myśli przerwał mi Mike szturchający mnie łokciem przechodząc obok mnie.
- I co podoba ci się u mnie? - Zapytał z uśmiechem na ustach sięgając do szafki po kubki.
- Tak, tu jest bardzo ładnie Mike, ale...
- Ale co? -
przerwał mi przerywając również wcześniej zaczętą czynność i odwracając się do mnie spojrzał na mnie lekko zdziwiony.
- Ale czuję się tu nieswojo, tu jest tak czysto i jasno, zupełnie inaczej niż było u mnie, a dobrze wiesz, że ja boję się nowych miejsc i ogólnie zmian. - powiedziałem bez entuzjazmu ze smutkiem na twarzy, trudno będzie mi się przyzwyczaić do nowego miejsca.
- Spokojnie Chaz, rozgość się, idź weź prysznic, a ja zrobię ci gorącą herbatę i nie przejmuj się, jakoś sobie damy radę. - chłopak powiedział to tak przyjaźnie i z takim uśmiechem na twarzy, że od razu humor mi się poprawił. Mam nadzieję, że ma rację, jednak coś mnie nadal niepokoi...
- Dobrze Mike, dzięki, to ja idę pod prysznic! - krzyknąłem spod drzwi łazienki, która znajdowała się na lewo od wejścia do mieszkania. Podczas kąpieli rozmyślałem nad tym co powiedziałem i z czego tak rechotał Mike, dlaczego poczułem się wtedy zraniony? Przecież to nawet nie miało tak zabrzmieć! A jeśli nawet to co? Homoseksualista to też człowiek... - Boże Chester nie myśl tak, nie jesteś gejem! To mój przyjaciel, nie mogę się w nim zakochać, przecież on mnie wyśmieje! - Jezu, co ja robie? Czyżbym zakochał się w Mike'u? W tym momencie usłyszałem pukanie do drzwi.
- Chester ile ty tam siedzisz? Herbata ci wystygnie, a poza tym będę miał kolosalne rachunki za wodę! Wyłaź! - krzyczał zza drzwi lekko poirytowany Shinoda przerywając mi przemyślenia. - Co? a tak! - wzdrygnąłem się i po chwili ,,wróciłem na ziemię,,
- Wybacz Mike, już wychodzę. - odpowiedziałem szybko nawet nie zastanawiając się nad tym co mówię. Kiedy już wyszedłem z kabiny i ubrałem się, spojrzałem w lustro i przyglądając się odbiciu znowu zacząłem rozmyślać... - Nigdy nie widziałem w tym obliczu geja, ale to mogłoby wyjaśniać czemu nigdy wcześniej w nikim się nie zakochałem. Dlaczego zauważyłem to dopiero teraz?! - Nie wiem ile jeszcze tam stałem, ale tym razem nie przerwało mi tego pukanie do drzwi, ale gwałtownie naciśnięcie klamki.
- Chester co się dzieje, Wszystko w porządku? Siedzisz tu już prawie godzinę! - nie ukrywam, że jego obecność tu trochę mnie zdziwiła i przestraszyła... - Czyżbym nie zamknął się na zamek?
- Tak wszystko w porządku, tylko rozmyślałem nad tym co się dzisiaj stało. - No co? Miałem mu powiedzieć - Tak wszystko OK, tylko rozmyślałem o tym, że chyba jestem gejem i się w tobie zakochałem? Po moim trupie!
- Oj Chester nie myśl już o tym, wiem, że to dla ciebie ciężkie przeżycie, ale cóż poradzisz? - powiedział współczująco ciepłym i miłym tonem, po czym przytulił mnie do siebie. - Za dużo teraz dzieje się wokół mnie. Straciłem dom, zakochałem się w najlepszym przyjacielu... A ten mnie jeszcze przytula.
- Choć wypijesz herbatę i położysz się spać, to był dla ciebie ciężki dzień. Jutro zostajemy w domu, zrobimy sobie wolne od pracy, pójdziemy gdzieś na pizzę może. - uśmiechnął się do mnie tym swoim mike'owym uśmieszkiem, na co ja odpowiedziałem podobnie, tylko że ja nie mam takiego słodkiego uśmiechu. Poszliśmy do salonu, wypiliśmy herbatę i trochę pogadaliśmy po czym zaczęliśmy się zbierać do spania.
- Masz jakieś wolne łóżko czy będę musiał spać z tobą? - zapytałem śmiejąc się pod nosem mając jednak nadzieję, że nie będę musiał spać z nim w jednym łóżku. Chyba bym kurna nie zasnął!
- Możesz spać u Taylor w pokoju, jeśli się mnie brzydzisz. - odpowiedział wybuchając przy tym śmiechem i wskazując mi drogę do pokoju Tay.
- Nie Mikey, nie brzydzę się ciebie, ale wolę spać sam. - powiedziałem także zaczynając się śmiać... Mam nadzieję, że go nie uraziłem.
- Za salonem, pierwsze drzwi na ukośnej ścianie. - Mike wskazał mi ponownie drzwi uśmiechając się przy tym. Sam już leżał w swoim łóżku, ale na ściągnięcie koszuli czekał chyba do czasu, aż opuszczę pomieszczenie... - Skubany!
- To dobranoc Mikey! - Odwróciłem się zamykając drzwi do jego pokoju i spoglądając na przeciągającego się przyjaciela.
- Dobranoc Chester. - odpowiedział Shinoda ziewając przy tym, co natychmiast mnie zaraziło i również ziewnąłem wybuchając śmiechem. - Do jutra Mike... dobrze, że nie wiesz kogo przyjąłeś pod swój dach. - pomyślałem ze smutkiem zamykając jego drzwi, zmierzając w kierunku pokoju w którym miałem spać.

środa, 26 lutego 2014

Rozdział 1


 
Jest to pierwsza część mojego opowiadania :) Mam nadzieję, że się wam spodoba...
Jest trzecia w nocy, a ja nie mogę spać. - pieprzony alkohol, zawsze doprowadza mnie do takiego stanu. Wiercę się niemiłosiernie, nawet nie pamiętam gdzie jestem, ale to chyba nie moje posłanie, więc  muszę być w studio. Nie wiem, nie pamiętam nic z poprzedniej nocy.
- Przepraszam! - obudził mnie jakiś kobiecy glos, a zaraz po tym jak się podniosłem i przetarłem dłońmi twarz, światło słoneczne padło mi na twarz rażąc mnie bezlitośnie.
- Przepraszam! - powtórzyła kobieta szturchając mnie mopem, to chyba była sprzątaczka... Czyli na sto procent byłem w studio. Podniosłem się szybko na równe nogi ustępując kobiecie miejsca, następnie rozejrzałem się po pomieszczeniu... Wszyscy się najebali , no prawie wszyscy, tylko pan niepijący Shinoda jak zawsze trzeźwy. Rob leży tuż przy swojej perkusji obśliniając swoje pałeczki, -FUJ! Joe leży rozwalony na kanapie, ale mu dobrze, jako jedyny spał a czymś miękkim. Brad chyba już zdążył wstać przede mną i zamówić taksówkę do domu, bo nigdzie go nie ma. Dave chyba bardziej najebany niż ja śpi w kącie pokoju przytulając się do doniczki wielkiego kwiatka, a pan Shinoda stoi jak gdyby nigdy nic i dopina ostatni guzik swojej koszuli. - szkoda, że spojrzałem dopiero teraz...
- O, wstałeś Chester... Jak się spało?- powiedział do mnie Mike i miło się do mnie uśmiechnął, a ja spojrzałem na niego z miną ,,are you fucking kidding me?,,
- No co? Trzeba było tyle nie pić! - powiedział kpiąco, ale przyjaźnie podchodząc do mnie w tym samym momencie kładą mi rękę na czole.
- Łatwo ci mówić, ty nigdy nie pijesz! - odrzekłem niewyraźnie ledwo trzymając się na nogach.
- Oj Chazy, Chazy... Choć odwiozę cię do domu. - Mike spojrzał na mnie i objął mnie przez ramię, żebym się nie przewrócił w drodze do samochodu. W drodze do domu miałem jakieś złe przeczucia, jadąc ulicami Los Angeles mijaliśmy wiele jednostek straży pożarnej i policji... CO JEST GRANE?! Podjeżdżając do rogu ulicy na której mieszkałem serce stanęło mi w gardle, a Mike zbladł i kompletnie zaniemówił...
- Boże mój dom!!! - pośpiesznie wybiegłem z samochodu prawie potykając się o własne nogi, podbiegłem do pierwszego lepszego mundurowego i mając łzy w oczach pytałem błagalnie co się stało. Byłem tak zrozpaczony i roztrzepany, że jedyne co usłyszałem to ,,niestety pański dom spłonął''- upadłem na kolana, co ja teraz zrobię, cały dorobek mojego życia poszedł z dymem! W tym samym momencie funkcjonariusz pochylił się nade mną i wyciągną do mnie rękę z jakimś zadymionym przedmiotem.
- To jedyne co dało się uratować. - spojrzałem na niego i zabrałem z jego ręki dziennik. Po chwili poczułem na swoim ramieniu rękę Mike'a, odwróciłem się i spojrzałem mu z wielkim smutkiem w oczy.
- Mike, co ja teraz zrobię, nie mam się gdzie podziać, nie mam rodziny ani pieniędzy na kupo nowego domu! Straciłem wszystko Mike... wszystko... został mi tylko ten pieprzony pamiętnik! - rzuciłem książką o ziemię, a z niej wypadły jakieś stare zdjęcia. Nie zauważyłem tego, bo wtuliłem się zapłakany w obojczyk przyjaciela, a ten odwzajemnij uścisk przyjmując na siebie mój smutek, po czym puścił mnie na chwilę, aby podnieść zdjęcia.
- Ty jeszcze masz te fotki? Przecież one były robione wieki temu! - zdziwił sie Mike po czym spojrzał na mnie otwierając szeroko oczy. Popatrzyłem a zdjęcia, które były dla mnie dosyć sentymentalne... cieszę się, że nie spłonęły. Ujrzałem na nich czerwonowłosego chłopaka w wieku około 18 lat i niskiego blondyna w mniej więcej tym samym wieku. To byłem ja i Mikey za czasów liceum... To było tak dawno, a jednak pamiętam jakby to było wczoraj. Przerwałem na chwilę szlochanie, kiedy Mike zaczął coś do minie mówić.
- Nie martw się Chaz, zamieszkasz u mnie ile tylko będziesz chciał. - uśmiechnął się chłopak gładząc mnie po przedramieniu i patrząc mi prosto w oczy.
- Ale ty przecież mieszkasz z siostrą. - powiedziałem nie urywając kontaktu wzrokowego.
- Już nie, Taylor wyprowadziła sie ode mnie miesiąc temu i wyjechała ze swoim chłopakiem do Nowego Yorku. - chłopak uśmiechnął się do mnie po czym wstał i wyciągnął do mnie rękę, aby pomóc mi wstać.
- To jak będzie?
- Raczej nie mam wyboru... Dziękuję ci Mike, jesteś najlepszym przyjacielem na świecie! -
skorzystałem z jego pomocy i pośpiesznie wstałem na równe nogi od razu się do niego przytulając. Mikey aż się zachwiał, ale widać cieszył się z tego, że się zgodziłem na jego propozycję.

- To choć, jedziemy do domu Chaz. - powiedział chłopak otwierając drzwi od samochodu i delikatnie się do mnie uśmiechając, a ja powtórzyłem jego czynność tylko ostatni raz spoglądając na resztki tego co zostało z mojego domu...

Mam nadzieję, że jak na pierwszy raz może być takie krótkie :/ Nie wiem czy to wyszło dobrze :(