środa, 26 lutego 2014

Rozdział 1


 
Jest to pierwsza część mojego opowiadania :) Mam nadzieję, że się wam spodoba...
Jest trzecia w nocy, a ja nie mogę spać. - pieprzony alkohol, zawsze doprowadza mnie do takiego stanu. Wiercę się niemiłosiernie, nawet nie pamiętam gdzie jestem, ale to chyba nie moje posłanie, więc  muszę być w studio. Nie wiem, nie pamiętam nic z poprzedniej nocy.
- Przepraszam! - obudził mnie jakiś kobiecy glos, a zaraz po tym jak się podniosłem i przetarłem dłońmi twarz, światło słoneczne padło mi na twarz rażąc mnie bezlitośnie.
- Przepraszam! - powtórzyła kobieta szturchając mnie mopem, to chyba była sprzątaczka... Czyli na sto procent byłem w studio. Podniosłem się szybko na równe nogi ustępując kobiecie miejsca, następnie rozejrzałem się po pomieszczeniu... Wszyscy się najebali , no prawie wszyscy, tylko pan niepijący Shinoda jak zawsze trzeźwy. Rob leży tuż przy swojej perkusji obśliniając swoje pałeczki, -FUJ! Joe leży rozwalony na kanapie, ale mu dobrze, jako jedyny spał a czymś miękkim. Brad chyba już zdążył wstać przede mną i zamówić taksówkę do domu, bo nigdzie go nie ma. Dave chyba bardziej najebany niż ja śpi w kącie pokoju przytulając się do doniczki wielkiego kwiatka, a pan Shinoda stoi jak gdyby nigdy nic i dopina ostatni guzik swojej koszuli. - szkoda, że spojrzałem dopiero teraz...
- O, wstałeś Chester... Jak się spało?- powiedział do mnie Mike i miło się do mnie uśmiechnął, a ja spojrzałem na niego z miną ,,are you fucking kidding me?,,
- No co? Trzeba było tyle nie pić! - powiedział kpiąco, ale przyjaźnie podchodząc do mnie w tym samym momencie kładą mi rękę na czole.
- Łatwo ci mówić, ty nigdy nie pijesz! - odrzekłem niewyraźnie ledwo trzymając się na nogach.
- Oj Chazy, Chazy... Choć odwiozę cię do domu. - Mike spojrzał na mnie i objął mnie przez ramię, żebym się nie przewrócił w drodze do samochodu. W drodze do domu miałem jakieś złe przeczucia, jadąc ulicami Los Angeles mijaliśmy wiele jednostek straży pożarnej i policji... CO JEST GRANE?! Podjeżdżając do rogu ulicy na której mieszkałem serce stanęło mi w gardle, a Mike zbladł i kompletnie zaniemówił...
- Boże mój dom!!! - pośpiesznie wybiegłem z samochodu prawie potykając się o własne nogi, podbiegłem do pierwszego lepszego mundurowego i mając łzy w oczach pytałem błagalnie co się stało. Byłem tak zrozpaczony i roztrzepany, że jedyne co usłyszałem to ,,niestety pański dom spłonął''- upadłem na kolana, co ja teraz zrobię, cały dorobek mojego życia poszedł z dymem! W tym samym momencie funkcjonariusz pochylił się nade mną i wyciągną do mnie rękę z jakimś zadymionym przedmiotem.
- To jedyne co dało się uratować. - spojrzałem na niego i zabrałem z jego ręki dziennik. Po chwili poczułem na swoim ramieniu rękę Mike'a, odwróciłem się i spojrzałem mu z wielkim smutkiem w oczy.
- Mike, co ja teraz zrobię, nie mam się gdzie podziać, nie mam rodziny ani pieniędzy na kupo nowego domu! Straciłem wszystko Mike... wszystko... został mi tylko ten pieprzony pamiętnik! - rzuciłem książką o ziemię, a z niej wypadły jakieś stare zdjęcia. Nie zauważyłem tego, bo wtuliłem się zapłakany w obojczyk przyjaciela, a ten odwzajemnij uścisk przyjmując na siebie mój smutek, po czym puścił mnie na chwilę, aby podnieść zdjęcia.
- Ty jeszcze masz te fotki? Przecież one były robione wieki temu! - zdziwił sie Mike po czym spojrzał na mnie otwierając szeroko oczy. Popatrzyłem a zdjęcia, które były dla mnie dosyć sentymentalne... cieszę się, że nie spłonęły. Ujrzałem na nich czerwonowłosego chłopaka w wieku około 18 lat i niskiego blondyna w mniej więcej tym samym wieku. To byłem ja i Mikey za czasów liceum... To było tak dawno, a jednak pamiętam jakby to było wczoraj. Przerwałem na chwilę szlochanie, kiedy Mike zaczął coś do minie mówić.
- Nie martw się Chaz, zamieszkasz u mnie ile tylko będziesz chciał. - uśmiechnął się chłopak gładząc mnie po przedramieniu i patrząc mi prosto w oczy.
- Ale ty przecież mieszkasz z siostrą. - powiedziałem nie urywając kontaktu wzrokowego.
- Już nie, Taylor wyprowadziła sie ode mnie miesiąc temu i wyjechała ze swoim chłopakiem do Nowego Yorku. - chłopak uśmiechnął się do mnie po czym wstał i wyciągnął do mnie rękę, aby pomóc mi wstać.
- To jak będzie?
- Raczej nie mam wyboru... Dziękuję ci Mike, jesteś najlepszym przyjacielem na świecie! -
skorzystałem z jego pomocy i pośpiesznie wstałem na równe nogi od razu się do niego przytulając. Mikey aż się zachwiał, ale widać cieszył się z tego, że się zgodziłem na jego propozycję.

- To choć, jedziemy do domu Chaz. - powiedział chłopak otwierając drzwi od samochodu i delikatnie się do mnie uśmiechając, a ja powtórzyłem jego czynność tylko ostatni raz spoglądając na resztki tego co zostało z mojego domu...

Mam nadzieję, że jak na pierwszy raz może być takie krótkie :/ Nie wiem czy to wyszło dobrze :(

 
 

7 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Super historia spodobała mi się będzie coś nowego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się pisać jeszcze trochę, ale jak będę miała wenę, bo to napisałam na prośbę przyjaciółki :D

      Usuń
  3. Jak zawsze, ja coś muszę powiedzieć.
    Widzę, że napisane na motywie mojego opowiadania, CIESZY MNIE TO.
    WOHOHO. TAYLOR. Miło zobaczyć znajomą twarz. :)
    Chester, bardzooooo szybko się odstresował po fakcie spłonięcia domu.
    No ale, to pierwszy rozdział, więc uważam że jest po prostu super. :)
    Weny, i zapraszam cię też na inne moje blogi, ja nie piszę tylko Bennody kochana <3
    http://linkin-park-socks.blogspot.com/
    http://shut-up-when-im-talking-to-you.blogspot.com/
    http://love-story-ann.blogspot.com/
    I taki bardziej prywatny..
    http://gone-insane-but-the-memory-remains.blogspot.com/

    WEENYY ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. 22 year old Software Engineer III Adella Rowbrey, hailing from Vancouver enjoys watching movies like Euphoria (Eyforiya) and Yo-yoing. Took a trip to La Grand-Place and drives a Sierra 3500. sprobuj tego

    OdpowiedzUsuń