- Dawno u ciebie nie byłem. - powiedziałem wieszając kurtkę na wieszak w przedpokoju przyjaciela, który zgodził się przygarnąć mnie do siebie po fakcie, że straciłem mój dom w płomieniach... Jestem przygnębiony, nie wiem co z sobą zrobić, co by teraz ze mną było gdyby nie Mike?! - Wspaniały z niego człowiek - pomyślałem spoglądając na przyjaciela.
- Faktycznie dawno.. aż dziwne. - odparł po chwili z lekkim zdziwieniem - Przecież kiedyś tak często się u mnie widywaliśmy, to na próbach, to na jakimś filmie czy coś. - w jego oczach zawitał tak jakby smutek, spuścił wzrok na ziemię jakby chciał ukryć niepotrzebne łzy. - Nie Chaz, nie myśl już o smutku! Dość się dziś nacierpiałeś! - przetarłem dłońmi twarz po czym podszedłem do Mike'a.
- Proszę cię Mikey, przecież nic się nie stało, teraz będziemy mieć dla siebie dużo czasu... nadrobimy straty. - pocieszałem go tymi czułymi słowami unosząc mu głowę do góry. - co za menda! Wcale nie płakał! na dodatek śmieje się ze mnie bezczelnie! Odszedłem krok do tyłu.
- Co cię tak śmieszy? - odparłem unosząc jedną brew ku górze, robiąc zdziwioną minę, widząc jak chłopak niemal dusi się ze śmiechu.
- Hahahaha! - zaśmiał się.
- Ja na prawdę nie wiem o co ci chodzi. - powiedziałem z sztuczną powagą, bo trudno zachować się poważnie w sytuacji, w której wasz przyjaciel śmieje się jak debil, podczas gdy wy nie wiecie o co mu chodzi.
- To... To zabrzmiało jakbyśmy byli parą! - wykrzyczał przez łzy, po czym zaczął znowu nieopanowanie się śmiać. Nie wiem czemu, ale trochę mnie to zabolało...
- Daj już spokój, przestań się śmiać! - powiedziałem stanowczo wchodząc w głąb mieszkania przyjaciela. Na lewo od przedpokoju znajdowała się otwarta na salon niewielka kuchnia, do której właśnie zmierzałem. W salonie zaś na środku znajdował się fioletowy, puchaty dywan, a którym stała biała, skórzana kanapa. Na przeciwko siedzenia stał szklany stolik do kawy, pod którym na półeczce leżało kilka czasopism. Jak to w salonie nie mogło zabraknąć telewizora... Olbrzymia pięćdziesięcio calowa plazma wisiała na ścianie przed kanapą, a tuż pod nią stała malutka, biała komoda z jakimiś sprzętami Shinody. Nie dało się jednak zauważyć tego, że w porównaniu z moim domem... a zaraz... przecież ja nie mam już domu. Myśli przerwał mi Mike szturchający mnie łokciem przechodząc obok mnie.
- I co podoba ci się u mnie? - Zapytał z uśmiechem na ustach sięgając do szafki po kubki.- Tak, tu jest bardzo ładnie Mike, ale...
- Ale co? - przerwał mi przerywając również wcześniej zaczętą czynność i odwracając się do mnie spojrzał na mnie lekko zdziwiony.
- Ale czuję się tu nieswojo, tu jest tak czysto i jasno, zupełnie inaczej niż było u mnie, a dobrze wiesz, że ja boję się nowych miejsc i ogólnie zmian. - powiedziałem bez entuzjazmu ze smutkiem na twarzy, trudno będzie mi się przyzwyczaić do nowego miejsca.
- Spokojnie Chaz, rozgość się, idź weź prysznic, a ja zrobię ci gorącą herbatę i nie przejmuj się, jakoś sobie damy radę. - chłopak powiedział to tak przyjaźnie i z takim uśmiechem na twarzy, że od razu humor mi się poprawił. Mam nadzieję, że ma rację, jednak coś mnie nadal niepokoi...
- Dobrze Mike, dzięki, to ja idę pod prysznic! - krzyknąłem spod drzwi łazienki, która znajdowała się na lewo od wejścia do mieszkania. Podczas kąpieli rozmyślałem nad tym co powiedziałem i z czego tak rechotał Mike, dlaczego poczułem się wtedy zraniony? Przecież to nawet nie miało tak zabrzmieć! A jeśli nawet to co? Homoseksualista to też człowiek... - Boże Chester nie myśl tak, nie jesteś gejem! To mój przyjaciel, nie mogę się w nim zakochać, przecież on mnie wyśmieje! - Jezu, co ja robie? Czyżbym zakochał się w Mike'u? W tym momencie usłyszałem pukanie do drzwi.
- Chester ile ty tam siedzisz? Herbata ci wystygnie, a poza tym będę miał kolosalne rachunki za wodę! Wyłaź! - krzyczał zza drzwi lekko poirytowany Shinoda przerywając mi przemyślenia. - Co? a tak! - wzdrygnąłem się i po chwili ,,wróciłem na ziemię,,
- Wybacz Mike, już wychodzę. - odpowiedziałem szybko nawet nie zastanawiając się nad tym co mówię. Kiedy już wyszedłem z kabiny i ubrałem się, spojrzałem w lustro i przyglądając się odbiciu znowu zacząłem rozmyślać... - Nigdy nie widziałem w tym obliczu geja, ale to mogłoby wyjaśniać czemu nigdy wcześniej w nikim się nie zakochałem. Dlaczego zauważyłem to dopiero teraz?! - Nie wiem ile jeszcze tam stałem, ale tym razem nie przerwało mi tego pukanie do drzwi, ale gwałtownie naciśnięcie klamki.
- Chester co się dzieje, Wszystko w porządku? Siedzisz tu już prawie godzinę! - nie ukrywam, że jego obecność tu trochę mnie zdziwiła i przestraszyła... - Czyżbym nie zamknął się na zamek?
- Tak wszystko w porządku, tylko rozmyślałem nad tym co się dzisiaj stało. - No co? Miałem mu powiedzieć - Tak wszystko OK, tylko rozmyślałem o tym, że chyba jestem gejem i się w tobie zakochałem? Po moim trupie!
- Oj Chester nie myśl już o tym, wiem, że to dla ciebie ciężkie przeżycie, ale cóż poradzisz? - powiedział współczująco ciepłym i miłym tonem, po czym przytulił mnie do siebie. - Za dużo teraz dzieje się wokół mnie. Straciłem dom, zakochałem się w najlepszym przyjacielu... A ten mnie jeszcze przytula.
- Choć wypijesz herbatę i położysz się spać, to był dla ciebie ciężki dzień. Jutro zostajemy w domu, zrobimy sobie wolne od pracy, pójdziemy gdzieś na pizzę może. - uśmiechnął się do mnie tym swoim mike'owym uśmieszkiem, na co ja odpowiedziałem podobnie, tylko że ja nie mam takiego słodkiego uśmiechu. Poszliśmy do salonu, wypiliśmy herbatę i trochę pogadaliśmy po czym zaczęliśmy się zbierać do spania.
- Masz jakieś wolne łóżko czy będę musiał spać z tobą? - zapytałem śmiejąc się pod nosem mając jednak nadzieję, że nie będę musiał spać z nim w jednym łóżku. Chyba bym kurna nie zasnął!
- Możesz spać u Taylor w pokoju, jeśli się mnie brzydzisz. - odpowiedział wybuchając przy tym śmiechem i wskazując mi drogę do pokoju Tay.
- Nie Mikey, nie brzydzę się ciebie, ale wolę spać sam. - powiedziałem także zaczynając się śmiać... Mam nadzieję, że go nie uraziłem.
- Za salonem, pierwsze drzwi na ukośnej ścianie. - Mike wskazał mi ponownie drzwi uśmiechając się przy tym. Sam już leżał w swoim łóżku, ale na ściągnięcie koszuli czekał chyba do czasu, aż opuszczę pomieszczenie... - Skubany!
- To dobranoc Mikey! - Odwróciłem się zamykając drzwi do jego pokoju i spoglądając na przeciągającego się przyjaciela.
- Dobranoc Chester. - odpowiedział Shinoda ziewając przy tym, co natychmiast mnie zaraziło i również ziewnąłem wybuchając śmiechem. - Do jutra Mike... dobrze, że nie wiesz kogo przyjąłeś pod swój dach. - pomyślałem ze smutkiem zamykając jego drzwi, zmierzając w kierunku pokoju w którym miałem spać.
- Faktycznie dawno.. aż dziwne. - odparł po chwili z lekkim zdziwieniem - Przecież kiedyś tak często się u mnie widywaliśmy, to na próbach, to na jakimś filmie czy coś. - w jego oczach zawitał tak jakby smutek, spuścił wzrok na ziemię jakby chciał ukryć niepotrzebne łzy. - Nie Chaz, nie myśl już o smutku! Dość się dziś nacierpiałeś! - przetarłem dłońmi twarz po czym podszedłem do Mike'a.
- Proszę cię Mikey, przecież nic się nie stało, teraz będziemy mieć dla siebie dużo czasu... nadrobimy straty. - pocieszałem go tymi czułymi słowami unosząc mu głowę do góry. - co za menda! Wcale nie płakał! na dodatek śmieje się ze mnie bezczelnie! Odszedłem krok do tyłu.
- Co cię tak śmieszy? - odparłem unosząc jedną brew ku górze, robiąc zdziwioną minę, widząc jak chłopak niemal dusi się ze śmiechu.
- Hahahaha! - zaśmiał się.
- Ja na prawdę nie wiem o co ci chodzi. - powiedziałem z sztuczną powagą, bo trudno zachować się poważnie w sytuacji, w której wasz przyjaciel śmieje się jak debil, podczas gdy wy nie wiecie o co mu chodzi.
- To... To zabrzmiało jakbyśmy byli parą! - wykrzyczał przez łzy, po czym zaczął znowu nieopanowanie się śmiać. Nie wiem czemu, ale trochę mnie to zabolało...
- Daj już spokój, przestań się śmiać! - powiedziałem stanowczo wchodząc w głąb mieszkania przyjaciela. Na lewo od przedpokoju znajdowała się otwarta na salon niewielka kuchnia, do której właśnie zmierzałem. W salonie zaś na środku znajdował się fioletowy, puchaty dywan, a którym stała biała, skórzana kanapa. Na przeciwko siedzenia stał szklany stolik do kawy, pod którym na półeczce leżało kilka czasopism. Jak to w salonie nie mogło zabraknąć telewizora... Olbrzymia pięćdziesięcio calowa plazma wisiała na ścianie przed kanapą, a tuż pod nią stała malutka, biała komoda z jakimiś sprzętami Shinody. Nie dało się jednak zauważyć tego, że w porównaniu z moim domem... a zaraz... przecież ja nie mam już domu. Myśli przerwał mi Mike szturchający mnie łokciem przechodząc obok mnie.
- I co podoba ci się u mnie? - Zapytał z uśmiechem na ustach sięgając do szafki po kubki.- Tak, tu jest bardzo ładnie Mike, ale...
- Ale co? - przerwał mi przerywając również wcześniej zaczętą czynność i odwracając się do mnie spojrzał na mnie lekko zdziwiony.
- Ale czuję się tu nieswojo, tu jest tak czysto i jasno, zupełnie inaczej niż było u mnie, a dobrze wiesz, że ja boję się nowych miejsc i ogólnie zmian. - powiedziałem bez entuzjazmu ze smutkiem na twarzy, trudno będzie mi się przyzwyczaić do nowego miejsca.
- Spokojnie Chaz, rozgość się, idź weź prysznic, a ja zrobię ci gorącą herbatę i nie przejmuj się, jakoś sobie damy radę. - chłopak powiedział to tak przyjaźnie i z takim uśmiechem na twarzy, że od razu humor mi się poprawił. Mam nadzieję, że ma rację, jednak coś mnie nadal niepokoi...
- Dobrze Mike, dzięki, to ja idę pod prysznic! - krzyknąłem spod drzwi łazienki, która znajdowała się na lewo od wejścia do mieszkania. Podczas kąpieli rozmyślałem nad tym co powiedziałem i z czego tak rechotał Mike, dlaczego poczułem się wtedy zraniony? Przecież to nawet nie miało tak zabrzmieć! A jeśli nawet to co? Homoseksualista to też człowiek... - Boże Chester nie myśl tak, nie jesteś gejem! To mój przyjaciel, nie mogę się w nim zakochać, przecież on mnie wyśmieje! - Jezu, co ja robie? Czyżbym zakochał się w Mike'u? W tym momencie usłyszałem pukanie do drzwi.
- Chester ile ty tam siedzisz? Herbata ci wystygnie, a poza tym będę miał kolosalne rachunki za wodę! Wyłaź! - krzyczał zza drzwi lekko poirytowany Shinoda przerywając mi przemyślenia. - Co? a tak! - wzdrygnąłem się i po chwili ,,wróciłem na ziemię,,
- Wybacz Mike, już wychodzę. - odpowiedziałem szybko nawet nie zastanawiając się nad tym co mówię. Kiedy już wyszedłem z kabiny i ubrałem się, spojrzałem w lustro i przyglądając się odbiciu znowu zacząłem rozmyślać... - Nigdy nie widziałem w tym obliczu geja, ale to mogłoby wyjaśniać czemu nigdy wcześniej w nikim się nie zakochałem. Dlaczego zauważyłem to dopiero teraz?! - Nie wiem ile jeszcze tam stałem, ale tym razem nie przerwało mi tego pukanie do drzwi, ale gwałtownie naciśnięcie klamki.
- Chester co się dzieje, Wszystko w porządku? Siedzisz tu już prawie godzinę! - nie ukrywam, że jego obecność tu trochę mnie zdziwiła i przestraszyła... - Czyżbym nie zamknął się na zamek?
- Tak wszystko w porządku, tylko rozmyślałem nad tym co się dzisiaj stało. - No co? Miałem mu powiedzieć - Tak wszystko OK, tylko rozmyślałem o tym, że chyba jestem gejem i się w tobie zakochałem? Po moim trupie!
- Oj Chester nie myśl już o tym, wiem, że to dla ciebie ciężkie przeżycie, ale cóż poradzisz? - powiedział współczująco ciepłym i miłym tonem, po czym przytulił mnie do siebie. - Za dużo teraz dzieje się wokół mnie. Straciłem dom, zakochałem się w najlepszym przyjacielu... A ten mnie jeszcze przytula.
- Choć wypijesz herbatę i położysz się spać, to był dla ciebie ciężki dzień. Jutro zostajemy w domu, zrobimy sobie wolne od pracy, pójdziemy gdzieś na pizzę może. - uśmiechnął się do mnie tym swoim mike'owym uśmieszkiem, na co ja odpowiedziałem podobnie, tylko że ja nie mam takiego słodkiego uśmiechu. Poszliśmy do salonu, wypiliśmy herbatę i trochę pogadaliśmy po czym zaczęliśmy się zbierać do spania.
- Masz jakieś wolne łóżko czy będę musiał spać z tobą? - zapytałem śmiejąc się pod nosem mając jednak nadzieję, że nie będę musiał spać z nim w jednym łóżku. Chyba bym kurna nie zasnął!
- Możesz spać u Taylor w pokoju, jeśli się mnie brzydzisz. - odpowiedział wybuchając przy tym śmiechem i wskazując mi drogę do pokoju Tay.
- Nie Mikey, nie brzydzę się ciebie, ale wolę spać sam. - powiedziałem także zaczynając się śmiać... Mam nadzieję, że go nie uraziłem.
- Za salonem, pierwsze drzwi na ukośnej ścianie. - Mike wskazał mi ponownie drzwi uśmiechając się przy tym. Sam już leżał w swoim łóżku, ale na ściągnięcie koszuli czekał chyba do czasu, aż opuszczę pomieszczenie... - Skubany!
- To dobranoc Mikey! - Odwróciłem się zamykając drzwi do jego pokoju i spoglądając na przeciągającego się przyjaciela.
- Dobranoc Chester. - odpowiedział Shinoda ziewając przy tym, co natychmiast mnie zaraziło i również ziewnąłem wybuchając śmiechem. - Do jutra Mike... dobrze, że nie wiesz kogo przyjąłeś pod swój dach. - pomyślałem ze smutkiem zamykając jego drzwi, zmierzając w kierunku pokoju w którym miałem spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz