Jest to pierwsza część mojego opowiadania :) Mam nadzieję, że się wam spodoba...
Jest trzecia w nocy, a ja nie mogę spać. - pieprzony
alkohol, zawsze doprowadza mnie do takiego stanu. Wiercę się niemiłosiernie,
nawet nie pamiętam gdzie jestem, ale to chyba nie moje posłanie, więc muszę być w studio. Nie wiem, nie pamiętam
nic z poprzedniej nocy.
- Przepraszam! - obudził mnie jakiś kobiecy glos, a zaraz po tym jak się podniosłem i przetarłem dłońmi twarz, światło słoneczne padło mi na twarz rażąc mnie bezlitośnie.
- Przepraszam! - powtórzyła kobieta szturchając mnie mopem, to chyba była sprzątaczka... Czyli na sto procent byłem w studio. Podniosłem się szybko na równe nogi ustępując kobiecie miejsca, następnie rozejrzałem się po pomieszczeniu... Wszyscy się najebali , no prawie wszyscy, tylko pan niepijący Shinoda jak zawsze trzeźwy. Rob leży tuż przy swojej perkusji obśliniając swoje pałeczki, -FUJ! Joe leży rozwalony na kanapie, ale mu dobrze, jako jedyny spał a czymś miękkim. Brad chyba już zdążył wstać przede mną i zamówić taksówkę do domu, bo nigdzie go nie ma. Dave chyba bardziej najebany niż ja śpi w kącie pokoju przytulając się do doniczki wielkiego kwiatka, a pan Shinoda stoi jak gdyby nigdy nic i dopina ostatni guzik swojej koszuli. - szkoda, że spojrzałem dopiero teraz...
- O, wstałeś Chester... Jak się spało?- powiedział do mnie Mike i miło się do mnie uśmiechnął, a ja spojrzałem na niego z miną ,,are you fucking kidding me?,,
- No co? Trzeba było tyle nie pić! - powiedział kpiąco, ale przyjaźnie podchodząc do mnie w tym samym momencie kładą mi rękę na czole.
- Łatwo ci mówić, ty nigdy nie pijesz! - odrzekłem niewyraźnie ledwo trzymając się na nogach.
- Oj Chazy, Chazy... Choć odwiozę cię do domu. - Mike spojrzał na mnie i objął mnie przez ramię, żebym się nie przewrócił w drodze do samochodu. W drodze do domu miałem jakieś złe przeczucia, jadąc ulicami Los Angeles mijaliśmy wiele jednostek straży pożarnej i policji... CO JEST GRANE?! Podjeżdżając do rogu ulicy na której mieszkałem serce stanęło mi w gardle, a Mike zbladł i kompletnie zaniemówił...
- Boże mój dom!!! - pośpiesznie wybiegłem z samochodu prawie potykając się o własne nogi, podbiegłem do pierwszego lepszego mundurowego i mając łzy w oczach pytałem błagalnie co się stało. Byłem tak zrozpaczony i roztrzepany, że jedyne co usłyszałem to ,,niestety pański dom spłonął''- upadłem na kolana, co ja teraz zrobię, cały dorobek mojego życia poszedł z dymem! W tym samym momencie funkcjonariusz pochylił się nade mną i wyciągną do mnie rękę z jakimś zadymionym przedmiotem.
- To jedyne co dało się uratować. - spojrzałem na niego i zabrałem z jego ręki dziennik. Po chwili poczułem na swoim ramieniu rękę Mike'a, odwróciłem się i spojrzałem mu z wielkim smutkiem w oczy.
- Mike, co ja teraz zrobię, nie mam się gdzie podziać, nie mam rodziny ani pieniędzy na kupo nowego domu! Straciłem wszystko Mike... wszystko... został mi tylko ten pieprzony pamiętnik! - rzuciłem książką o ziemię, a z niej wypadły jakieś stare zdjęcia. Nie zauważyłem tego, bo wtuliłem się zapłakany w obojczyk przyjaciela, a ten odwzajemnij uścisk przyjmując na siebie mój smutek, po czym puścił mnie na chwilę, aby podnieść zdjęcia.
- Ty jeszcze masz te fotki? Przecież one były robione wieki temu! - zdziwił sie Mike po czym spojrzał na mnie otwierając szeroko oczy. Popatrzyłem a zdjęcia, które były dla mnie dosyć sentymentalne... cieszę się, że nie spłonęły. Ujrzałem na nich czerwonowłosego chłopaka w wieku około 18 lat i niskiego blondyna w mniej więcej tym samym wieku. To byłem ja i Mikey za czasów liceum... To było tak dawno, a jednak pamiętam jakby to było wczoraj. Przerwałem na chwilę szlochanie, kiedy Mike zaczął coś do minie mówić.
- Nie martw się Chaz, zamieszkasz u mnie ile tylko będziesz chciał. - uśmiechnął się chłopak gładząc mnie po przedramieniu i patrząc mi prosto w oczy.
- Ale ty przecież mieszkasz z siostrą. - powiedziałem nie urywając kontaktu wzrokowego.
- Już nie, Taylor wyprowadziła sie ode mnie miesiąc temu i wyjechała ze swoim chłopakiem do Nowego Yorku. - chłopak uśmiechnął się do mnie po czym wstał i wyciągnął do mnie rękę, aby pomóc mi wstać.
- To jak będzie?
- Raczej nie mam wyboru... Dziękuję ci Mike, jesteś najlepszym przyjacielem na świecie! - skorzystałem z jego pomocy i pośpiesznie wstałem na równe nogi od razu się do niego przytulając. Mikey aż się zachwiał, ale widać cieszył się z tego, że się zgodziłem na jego propozycję.
- To choć, jedziemy do domu Chaz. - powiedział chłopak otwierając drzwi od samochodu i delikatnie się do mnie uśmiechając, a ja powtórzyłem jego czynność tylko ostatni raz spoglądając na resztki tego co zostało z mojego domu...
Mam nadzieję, że jak na pierwszy raz może być takie krótkie :/ Nie wiem czy to wyszło dobrze :(
- Przepraszam! - obudził mnie jakiś kobiecy glos, a zaraz po tym jak się podniosłem i przetarłem dłońmi twarz, światło słoneczne padło mi na twarz rażąc mnie bezlitośnie.
- Przepraszam! - powtórzyła kobieta szturchając mnie mopem, to chyba była sprzątaczka... Czyli na sto procent byłem w studio. Podniosłem się szybko na równe nogi ustępując kobiecie miejsca, następnie rozejrzałem się po pomieszczeniu... Wszyscy się najebali , no prawie wszyscy, tylko pan niepijący Shinoda jak zawsze trzeźwy. Rob leży tuż przy swojej perkusji obśliniając swoje pałeczki, -FUJ! Joe leży rozwalony na kanapie, ale mu dobrze, jako jedyny spał a czymś miękkim. Brad chyba już zdążył wstać przede mną i zamówić taksówkę do domu, bo nigdzie go nie ma. Dave chyba bardziej najebany niż ja śpi w kącie pokoju przytulając się do doniczki wielkiego kwiatka, a pan Shinoda stoi jak gdyby nigdy nic i dopina ostatni guzik swojej koszuli. - szkoda, że spojrzałem dopiero teraz...
- O, wstałeś Chester... Jak się spało?- powiedział do mnie Mike i miło się do mnie uśmiechnął, a ja spojrzałem na niego z miną ,,are you fucking kidding me?,,
- No co? Trzeba było tyle nie pić! - powiedział kpiąco, ale przyjaźnie podchodząc do mnie w tym samym momencie kładą mi rękę na czole.
- Łatwo ci mówić, ty nigdy nie pijesz! - odrzekłem niewyraźnie ledwo trzymając się na nogach.
- Oj Chazy, Chazy... Choć odwiozę cię do domu. - Mike spojrzał na mnie i objął mnie przez ramię, żebym się nie przewrócił w drodze do samochodu. W drodze do domu miałem jakieś złe przeczucia, jadąc ulicami Los Angeles mijaliśmy wiele jednostek straży pożarnej i policji... CO JEST GRANE?! Podjeżdżając do rogu ulicy na której mieszkałem serce stanęło mi w gardle, a Mike zbladł i kompletnie zaniemówił...
- Boże mój dom!!! - pośpiesznie wybiegłem z samochodu prawie potykając się o własne nogi, podbiegłem do pierwszego lepszego mundurowego i mając łzy w oczach pytałem błagalnie co się stało. Byłem tak zrozpaczony i roztrzepany, że jedyne co usłyszałem to ,,niestety pański dom spłonął''- upadłem na kolana, co ja teraz zrobię, cały dorobek mojego życia poszedł z dymem! W tym samym momencie funkcjonariusz pochylił się nade mną i wyciągną do mnie rękę z jakimś zadymionym przedmiotem.
- To jedyne co dało się uratować. - spojrzałem na niego i zabrałem z jego ręki dziennik. Po chwili poczułem na swoim ramieniu rękę Mike'a, odwróciłem się i spojrzałem mu z wielkim smutkiem w oczy.
- Mike, co ja teraz zrobię, nie mam się gdzie podziać, nie mam rodziny ani pieniędzy na kupo nowego domu! Straciłem wszystko Mike... wszystko... został mi tylko ten pieprzony pamiętnik! - rzuciłem książką o ziemię, a z niej wypadły jakieś stare zdjęcia. Nie zauważyłem tego, bo wtuliłem się zapłakany w obojczyk przyjaciela, a ten odwzajemnij uścisk przyjmując na siebie mój smutek, po czym puścił mnie na chwilę, aby podnieść zdjęcia.
- Ty jeszcze masz te fotki? Przecież one były robione wieki temu! - zdziwił sie Mike po czym spojrzał na mnie otwierając szeroko oczy. Popatrzyłem a zdjęcia, które były dla mnie dosyć sentymentalne... cieszę się, że nie spłonęły. Ujrzałem na nich czerwonowłosego chłopaka w wieku około 18 lat i niskiego blondyna w mniej więcej tym samym wieku. To byłem ja i Mikey za czasów liceum... To było tak dawno, a jednak pamiętam jakby to było wczoraj. Przerwałem na chwilę szlochanie, kiedy Mike zaczął coś do minie mówić.
- Nie martw się Chaz, zamieszkasz u mnie ile tylko będziesz chciał. - uśmiechnął się chłopak gładząc mnie po przedramieniu i patrząc mi prosto w oczy.
- Ale ty przecież mieszkasz z siostrą. - powiedziałem nie urywając kontaktu wzrokowego.
- Już nie, Taylor wyprowadziła sie ode mnie miesiąc temu i wyjechała ze swoim chłopakiem do Nowego Yorku. - chłopak uśmiechnął się do mnie po czym wstał i wyciągnął do mnie rękę, aby pomóc mi wstać.
- To jak będzie?
- Raczej nie mam wyboru... Dziękuję ci Mike, jesteś najlepszym przyjacielem na świecie! - skorzystałem z jego pomocy i pośpiesznie wstałem na równe nogi od razu się do niego przytulając. Mikey aż się zachwiał, ale widać cieszył się z tego, że się zgodziłem na jego propozycję.
- To choć, jedziemy do domu Chaz. - powiedział chłopak otwierając drzwi od samochodu i delikatnie się do mnie uśmiechając, a ja powtórzyłem jego czynność tylko ostatni raz spoglądając na resztki tego co zostało z mojego domu...
Mam nadzieję, że jak na pierwszy raz może być takie krótkie :/ Nie wiem czy to wyszło dobrze :(
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńSuper historia spodobała mi się będzie coś nowego?
OdpowiedzUsuńPostaram się pisać jeszcze trochę, ale jak będę miała wenę, bo to napisałam na prośbę przyjaciółki :D
UsuńŚwietne *-* Pisz!!! :D
OdpowiedzUsuńJak zawsze, ja coś muszę powiedzieć.
OdpowiedzUsuńWidzę, że napisane na motywie mojego opowiadania, CIESZY MNIE TO.
WOHOHO. TAYLOR. Miło zobaczyć znajomą twarz. :)
Chester, bardzooooo szybko się odstresował po fakcie spłonięcia domu.
No ale, to pierwszy rozdział, więc uważam że jest po prostu super. :)
Weny, i zapraszam cię też na inne moje blogi, ja nie piszę tylko Bennody kochana <3
http://linkin-park-socks.blogspot.com/
http://shut-up-when-im-talking-to-you.blogspot.com/
http://love-story-ann.blogspot.com/
I taki bardziej prywatny..
http://gone-insane-but-the-memory-remains.blogspot.com/
WEENYY ♥
22 year old Software Engineer III Adella Rowbrey, hailing from Vancouver enjoys watching movies like Euphoria (Eyforiya) and Yo-yoing. Took a trip to La Grand-Place and drives a Sierra 3500. sprobuj tego
OdpowiedzUsuńradca prawny prawo spadkowe rzeszow
OdpowiedzUsuń